O mnie

Magdalena Muraszko-Kowalska autoportret rysunek ołówek
Autoportret

Magdalena Muraszko-Kowalska

Początki

Od dzieciństwa kochałam konie. Właściwie nikt nie wie, skąd mi się to wzięło, bo „za moich czasów” w rodzinie nie było już koni. Ale od dziecka wiedziałam, że to, co chcę robić, to właśnie zajmować się tymi zwierzętami.. Kiedy już osiągnęłam odpowiedni wzrost, czyli “wystawałam” nad żywopłot okalający plac do jazdy w olsztyńskim Ośrodku Jeździeckim w Kortowie, udało mi się dostać tam na naukę jazdy i… byłam przerażona!!! Prawdziwe było dla mnie powiedzenie, że dla początkującego jeźdźca, boki konia z obu stron są bardzo spadziste, co zagraża życiu człowieka. Bardzo dużo czasu zajęło mi oswojenie się z końmi. Początkowo wolałam je kochać z daleka. Ale kiedy już połknęłam bakcyla, nie było dnia, żebym nie jechała przez całe miasto do Kortowa, żeby przynajmniej pogłaskać, albo nakarmić moje ukochane zwierzaki.

Liceum Plastyczne

Wtedy jeszcze nie rysowałam. Nie przyszło mi nawet do głowy, że ołówek może służyć do czegoś innego, niż bezmyślne bazgranie po kartkach w czasie rozmów telefonicznych z przyjaciółmi. I chyba właśnie na podstawie tych bazgrołów, moja kochana Mama uznała, że drzemie we mnie jakiś talent. Nie bez protestów z mojej strony, zostałam zgłoszona na egzaminy wstępne do liceum plastycznego… Przed egzaminami trzeba było się jakoś sprawdzić, przygotować, no ale codzienne treningi… Nie bardzo miałam na to czas, moje rzeźbiarskie wprawki skończyły się więc na jednym… końskim łbie z plasteliny i jednym szkicu postaci. No ale wcale przecież nie chciałam być plastykiem!! Moim marzeniem był ogólniak i studia na weterynarii.

Egzaminy zdałam na wysokiej pozycji… No cóż… Skoro już je zdałam… Trzeba było iść do tego plastyka. Poszłam. Po miesiącu nauki, zakochałam się w szkole, nowych wyzwaniach i niecodziennym podejściu nauczycieli do uczniów. Z roku na rok było coraz trudniej, zwłaszcza, że materiał „normalnego” ogólniaka, trzeba było połączyć z zajęciami artystycznymi, a więc dodatkowymi 7 godzinami rysunku i malarstwa, 4 rzeźby, 6 ceramiki, rysunkiem technicznym, historią sztuki i technologią… Do tego jeszcze dostałam się w międzyczasie do sportowej sekcji skokowej, nie miałam już więc ani dnia wolnego, musiałam być w stajni codziennie…

rysunek ołówkiem warsztat-1

 

Studia

Szkoła skończyła się w mgnieniu oka, w międzyczasie moje marzenia odnośnie studiów, uległy całkowitej zmianie, teraz marzyła mi się historia sztuki. Uwielbiałam ten przedmiot w szkole, mimo, że uczyła go najgroźniejsza nauczycielka, której wszyscy się baliśmy… Być może dlatego na każdą lekcję przychodziłam wykuta na blachę… Tak, czy inaczej, padło na Uniwersytet Warszawski. Pojechałam składać papiery i… okazało się, że historia sztuki, to głównie sztuka nowoczesna, za którą nie do końca przepadam… A całkiem niedaleko był Instytut Archeologii, tam program okazał się ciekawszy. Tak, skończyłam archeologię, specjalizując się w ceramice egipskiej.

Dzięki archeologii przeżyłam największą przygodę mojego życia, zaczęłam jeździć na wykopaliska do Egiptu w czasach, kiedy Egipt był jeszcze bardzo niedostępnym krajem, zanim stał się czołowym kurortem wypoczynkowym Europy… No i cały czas tam rysowałam, byłam i od ceramiki, i od rysunku. Dodatkowo, w międzyczasie, wyrobiłam uprawnienia instruktorskie i sędziowskie w dyscyplinie ujeżdżenia, skoków i WKKW.
A kiedy zapalony jeździec, instruktor i sędzia jeździectwa, archeolog i plastyk, połączy swoje pasje w jedno – musi się to tak skończyć…

rysunek ołówkiem warsztat-3

 

Pasja

Moją wielką namiętnością stało się rysowanie koni. Koni w klasycznym ujęciu, bo zwierzęta te są tak wyjątkowe, że nie potrzebują żadnych upiększeń, wystarczy widzieć je takimi, jakie są… Przy rysowaniu koni zapominam o całym świecie, nie słyszę, nie czuję, nie widzę nic poza kartką i ołówkiem, zapominam nawet o jedzeniu i piciu, jestem w zupełnie innym świecie. Staram się oddać charakter i temperament zwierzęcia tak, aby oglądający rysunek, wiedział o koniu jak najwięcej.
Jak to mówi mój kolega, patrząc na moje prace: to proste, wystarczy przyłożyć koniowi kartkę do pyska i po drugiej stronie ciągnąć ołówkiem w górę i w dół. Nie jest to jednak aż takie łatwe 😉

W moich rysunkach łączę kreskę ze światłocieniem, skupiam się jednak najbardziej na plastycznym modelowaniu światła, światłocieniem właśnie. Kreska służy mi tylko w początkowym szkicu, ustalaniu kierunków rysunku i brył, później wypełnianych światłem.
Rysuję nie tylko konie, również psy, koty, portrety ludzi, wszystko, co da się narysować, ale najwięcej radości sprawia mi właśnie rysowanie koni. Moją pasją, dzielę się z Państwem od niedawna, ale ładunku towarzyszących temu pozytywnych emocji, nie da się porównać z niczym! To dzięki dopingowi, miłym komentarzom, kontaktowi z odbiorcami moich prac, stają się one coraz lepsze, a ja mogę ciągle rozwijać swoje umiejętności.
Dziękuję za każdy komentarz, zachęcam do ich przekazywania, a także do zamawiania rysunków.

Zapraszam do kontaktu: Dane kontaktowe

Zapisz